A zatem z myślą o tych, co zaglądają i uzasadniają obecność legere necesse est, będą (znowu) wypisy z ksiąg użytecznych. Tak, znowu Herbert, ale tym razem jego rzecz o mitologii. "Król mrówek" W podtytule: "prywatna mitologia" i trudno dodać cokolwiek więcej. Jest w tym siła, która utrzymuje całą poezję Herberta - jest powściągliwość słowa i wstrząsające metafory, przeszłość, która okazuje się być tu i teraz, ożywają mitologiczne figury, otwierają się bezkresne perspektywy, wiedza jest gorzka, nadzieja jest ułudą, wszystkie zresztą złudzenia opadają jak zrywane jedna po drugiej zasłony i zostaje słony smak ironii, może jeszcze czegoś.
Zacytuję opowieść o Narcyzie, drugą jej wersję, tę, która znalazła się w Aneksie, - kto zechce poznać pierwszą - ten z łatwością ją znajdzie, kto zaś chciałby poznać jedną z najbliższych mi opowieści z tego tomu, niech przeczyta Powrót, (pojawił się na samym początku legere necesse est) upewniając się wszakże wcześniej, że nie ma skłonności do melancholii.
Oto szkic mitologiczno-lingwistyczny, z elementami botaniki, estetyki i filozofii języka.
***
Narcyz
Ten mit tkwił we mnie całe dziesięciolecia, tkwił, ale nie rósł, nie rozwijał się jak piąstka niemowlęcia wokół nieruchomej grzechotki.
Cóż można bowiem powiedzieć o Narcyzie? Że był, że był piękny, że zapatrzył się w swoje odbicie w sadzawce i rażony pięknem utonął. A gdzież wzniosły przekaz, przesłanie, morał? Gapi się w wodę i nagle - chlup. W sam raz na modne haiku, które propagował przed laty pewien klasyk, aby powściągnąć wodolejstwo poezji rodzimej. W istocie mit był nieznośnie statyczny. Tkwił.
Czyniono wszakże próby ożywienia Narcyza. Wymyślono mu nerw, nerw oczywiście erotyczny. W Narcyzie zakochała się nimfa leśna - Echo. Z niewiadomych przyczyn Narcyz odrzucił tę miłość i Echo z żalu została bóstwem leśnych ustroni. Wycieczkom otyłych mieszczuchów odpowiadało - imię.
I tak nimfa stała się stewardesą natury.
Jak widać, brak Narcyzowi zarysu charakteru, czy choćby zalążka winy tragicznej, by można go było traktować poważnie i tropić jego losy naszym współczuciem lub gniewem. Tłumaczyć może on najwyżej imię kwiatu, uwodzicielskiego oczywiście, ale róża, która nie ma swojego kawalera i trubadura, jak wiadomo - obywa się bez mitów.
I jaka była kolejność? Zapewne olśnienie nowym zjawiskiem natury, poszukiwanie nazwy, wreszcie próba dopasowania anegdoty, bez której i tak istniał, więc była ona czymś przypadkowym i bez znaczenia, niekoniecznym. Tak więc Narcyz został emblematem tautologii.
Taki los musiał spotkać Narcyza, którego jedyną cnotą była - uroda.
Zbigniew Herbert, Król mrówek Prywatna mitologia, Wydawnictwo a5, Kraków 2001, s. 119
***

"Zapewne olśnienie nowym zjawiskiem natury [...]"



7 commentaire(s):
A mieszkasz może w Krakowie? Jeśli tak, to się nie dziwię, że poszerzyłaś swoje pole czytelniczych zainteresowań ;) Sześć tomów - fiu fiu!
Nie, nie mieszkam w Krakowie - jeszcze nie. W tym 'jeszcze' jest bardzo dużo optymizmu :) Zobaczymy, co wyjdzie z dalekosiężnych planów.
Książka fascynująca - na pewno o niej napiszę - i tyle w niej ilustracji przedstawiających dawny Kraków. Ogromnie przemawia do wyobraźni. I pierwsze XIX-wieczne fotografie.. Muszę powiedzieć, że jestem stracona ostatecznie dla beletrystyki, przynajmniej dopóki nie zmęczę się historią :)
Szesć tomów? Dużo! Ale myślę że Kraków jest na tyle ciekawym miastem i z taką przeszłością, że pewnie dało by radę jeszcze więcej spisać
Sześć tomów, sześć miesięcy czytania - tak wieczorem po godzinach :)
Mnie również ów temat narcystyczny chodzi po głowie już od jakiegoś czasu.
Jakaż więc była moja ekscytacja, gdy natrafiłem na ten wpis u Ciebie... i jeszcze ten Herbert!
PS. Dlaczego jednak tak dawno nic tu nie napisałaś? Wszak legere necesse est! Klasyka nigdy nie zaginie.
A ja takie mnóstwo ciekawych rzeczy tu widzę.
Będę chciał przeczytać wszystko od samego początku :)
Pozdrawiam
@ Logos Amicus - trudno mi pisać teraz na 'legere necesse est'. Długo myślałam nad zmianą formuły, nad nowym sposobem pisania tutaj - aby dystans między mną a słowem był mniejszy niż dotąd, żebym mogła odnaleźć siebie w tym, co piszę, a nie obraz i kreację. Ogromnie mnie cieszy, że zaglądasz tu i czytasz. Ty, i inni niespieszni przechodnie - których niniejszym przepraszam za milczenie i obiecuję powrót i reaktywację. Oczywiście: 'legere necesse est' - ale czy koniecznym jest pisanie o czytaniu? ;) Trzeba by to robić dobrze. I tu właśnie pojawia się przeszkoda. Drugą jest czas, ale właśnie drugą, drugorzędną. Najważniejsze to odnaleźć drogę, sposób prowadzenia tego dziennika tak, by znaleźć równowagę między tym co prywatne i ogólnie dostępne, oddzielić autentyczność od grafomanii, dystans od sztuczności. Trudne.
Będę więc czekał na reaktywację.
PS. Wszystkie Twoje wpisy tutaj są dla mnie bardzo interesujące.
To jedno z tych miejsc, które może stanowić źródło inspiracji.
Zwłaszcza, jeśli możliwa jest pewna interakcja z autorką ;)
Pozdrawiam
Prześlij komentarz