Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frisch Max. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frisch Max. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 września 2013

BYĆ KOWALEM SWEGO LOSU. "HOMO FABER" MAXA FRISCHA.



     Wyobraźcie sobie człowieka, któremu granice świata wyznacza tylko wiedza i zdrowy rozsądek. Człowieka, który w sposób racjonalny próbuje tłumaczyć uczucia i który przedkłada pracę ponad szczęście osobiste. Zaraz – on właściwie nie przedkłada – dla niego to właśnie praca stanowi jedyne uznane przez siebie (bo wytłumaczalne i dające nad sobą zapanować) szczęście.
Takim człowiekiem jest Walter Faber, bohater powieści Maxa Frischa „Homo Faber”.
Sądząc po charakterystyce, wydać się może emocjonalnym prostakiem. Jednak ironia losu sprawia, że w jego życiu wszystko przestaje być proste.
    Umysł Waltera to umysł technika. Sztuka, religia – to dla niego sprawy nieistotne. Miłość? Owszem, kiedyś kochał, ale wszystko się rozmyło. Wprawdzie po latach wspomina swą dawną ukochaną Hannę, ale dlaczego właściwie ich związek się skończył? Dlaczego jej nie poślubił? Czy chodziło o to, że była pół-Żydówką? Chyba nie. A może o to, że jego status materialny akurat na to nie pozwalał? Sam nie pamięta. A tak naprawdę nigdy tego nie wiedział. W chwili rozstania Hanna spodziewała się ich dziecka. To jednak nie było wystarczającą przesłanką dla ocalenia łączącej ich więzi.
    W dalszym życiu Faber od kobiet nie stroni, traktuje je jednak jako miły wprawdzie, lecz zbędny dodatek. Romans z zakochaną w nim mężatką Ivy traktuje raczej marginalnie a fakt, że kobieta zdaje się darzyć go szczerym uczuciem, nie robi na nim specjalnego wrażenia. Właciwie irytuje go, skutkiem czego Walter postanawia z nią zerwać.
    Faber wierzy, że życie można i należy zaplanować. Jednak jeden dzień, jedna podróż samolotem sprowadza jego przewidywalną egzystencję na boczny tor. Awaryjne lądowanie na meksykańskiej pustyni nie jest w stanie wyprowadzić go z równowagi. Przpadkowe zwiedzanie świątyni Majów nie powoduje w nim głębszych wzruszeń. Przypadkowo poznany mężczyzna, który okazuje się być bratem jego przyjaciela z młodości – Joachima, również nie jest w stanie wykrzesać w nim iskry zainteresowania. Dopiero gdy okazuje się, iż ów Joachim jest mężem Hanny – wspomnianej ukochanej Fabera, nasz bohater zaczyna rozpamiętywać przeszłość a nawet, stopniowo, rozważać rolę przypadku i przeznaczenia w świecie człowieka poukładanego.
    Nie spodziewa się jednak, co fatum zgotowało dla niego w kolejnych rozdziałach.
Nieplanowana podróż na plantację tytoniu w Gwatemali, rejs do Paryża, poznanie na statku uroczej Sabeth i to, co się między nimi wydarzyło sprawia, że Walter traci konrolę nad własnym życiem.
Potem wydarzenia już tylko potęgują to uczucie. Gdy Walter kojarzy fakt, że Hanna oczekiwała jego dziecka w chwili rozstania przed laty oraz informację, że Sabeth jest córką Hanny, jeszcze nie do końca rozumie, co się dzieje. Przeciętnie wrażliwy czytelnik jednak zdaje już sobie z tego sprawę. Nie chcę jednoznacznie odkrywać wszystkich kart przed osobami, które (optymistycznie zakładając), przeczytają tę notkę i zechcą przeczytać książkę Frischa.
    Lektura może być momentami męcząca – Walter Faber jest pierwszoosobowym narratorem, co – jak nietrudno się domyślić – sprowadza styl do dość prymiywnego wymiaru. Irytujące są też nagłe przeskoki w czasie i przestrzeni. Niech Was nie zraża jednak „kanciasty styl”, całość jest zwarta i logiczna.
    Powieść porusza wiele aspektów ludzkiej egzystencji – znaczenie przypadku, przeznaczenia i odpowiedzialności oraz problem winy i niewinności w konteście fatalnego romansu z Sabeth a także zagadnienie panowania nad kolejami własnego losu to najciekawsze z nich.
Czy nieświadomie popełniając czyn, który łamie wszystkie nasze zasady moralne, jesteśmy winni? Czy można zapobiec przeznaczeniu? Taki kwestiom musi stawić czoła bohater Frischa.
    Również sam tytuł jest odniesieniem do wizji ludzkiej kondycji jako życia, którym można samodzielnie pokierować. „Homo faber” to termin, który do łacińskiej literatury wprowadzony został przez Appiusza Klaudiusza Ślepego, jako definicja człowieka zdolnego kontrolować własne przeznaczenie oraz wszystko, co go otacza. Książka Maxa Frischa i jej bohater wyraźnie tej idei zaprzeczają.
Wyraźne są również odwołania do greckiego mitu o Edypie – choć w nieco zmodyfikowanej wersji.
    Na podstawie powieści został nakręcony film (1991) w reżyserii Volkera Schlöndorffa z Samem Shepardem i Julie Delpy w rolach głównych. Nie będę polecać, bo sama jeszcze nie oglądałam, jednak, zachęcona lekturą, na pewno tę zaległość uzupełnię.


   Książka przeczytana w ramach wyzwania: czytamy serie wydawnicze