Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izrael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izrael. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 października 2013

DWOJE NA PUSTYNI. "NIE MÓW NOC" AMOSA OZA.




   Różne bywają źródła literackich rozczarowań.  I - wbrew pozorom - obiektywnie  niska wartość książki nie jest najważniejszym z nich.
Gdy sięgałam po kolejną w swym czytelniczym urobku książkę Amosa Oza, byłam pełna optymizmu. Po na pół baśniowej, na pół lirycznej powieści „Dotknij wiatru, dotknij wody” oczekiwałam czegoś, co w podobnym stopniu zaspokoi moje potrzeby estetyczne, a przy okazji przywoła koloryt lokalny Izraela. Niestety, jak się okazało, ten klucz nie pasował do mojej szuflady.
    Książka „Nie mów noc” rozczarowała mnie podwójnie.  Po pierwsze, autor zastosował zupełnie inną konwencję, jeśli chodzi o przedstawianie świata (co niejako wymusiła na nim tematyka). Po drugie – moje wybujałe przewidywania względem serii „Nike”, w jakiej powieść została wydana, sprawiły, że rzeczywistość nie sprostała wyobrażeniom (ech, jakże częste to zjawisko, niestety...).
    „Nie mów noc” nie jest złą książką. Gdyby pokusić się o zamknięcie treści w kilku prostych słowach, można by powiedzieć, że to historia samotności we dwoje. Bohaterowie – nauczycielka literatury Noa i inżynier-urbanista Teo mieszkają w miasteczku Tel Kedar, położonym na obrzeżach pustyni Negev. Czy to różnica wieku, odmienny styl życia, a może narastające niedopowiedzenia – coś nie pozwala im na osiągnięcie prawdziwego porozumienia – na płaszczyźnie fizycznej, intelektualnej i duchowej. Kolejne rozdziały ksiązki są czymś w rodzaju naprzemiennych monologów, które pozwalają dotrzeć do genezy oddalenia kochających się, jakby nie było, ludzi.
Tym, co determinuje działania kobiety, jest chęć udowodnienia partnerowi swojej wartości (skąd my to znamy...). Okazją do tego jest, zrządzeniem ironicznego losu, śmierć jednego z uczniów, uzależnionego od narkotyków Immanuela Orvieto. Noa, prześladowana poczuciem winy, za namową ojca chłopca decyduje się na udział w ryzykownym projekcie budowy ośrodka dla uzależnionych.
To okazuje się być punktem zapalnym w relacjach partnerów oraz zarzewiem buntu w lokalnej społeczności.
Teo zbyt pobłazliwie odnosi się do zapałów ukochanej, miejscowi nie życzą sobie mieszkać w pobliżu narkomanów. To, z jednej strony, potęguje zapały bohaterki, z drugiej zaś skłania ją do przemyśleń na temat istoty związku z partnerem.
    Być może materiał, jaki wybrał sobie autor do opracowania kanwy powieści, stwarza spory potencjał. Odniosłam jednak wrażenie, że nie został on wykorzystany. Analiza uczuć i postaw bohaterów trąci nudą i nie wnosi nic nowego. Choć powieść (ze względu na znikomą objętość pretendująca raczej do miana noweli) z założenia miała być najwidoczniej studium intymnych relacji dwojga ludzi, w rzeczywistości zdaje się być przegadaną historyjką o kobiecie, którą lekki kompleks niższości, poczucie winy i paternalistyczna postawa ukochanego napędza do podejmowania działań, co do których nie jest w pełni przekonana. To również opowiesć o mężczyźnie, którego z jednej strony fascynuje odmienność i młodość (w tym przypadku, pojęta relatywnie!) partnerki, z drugiej zaś nabyte doświadczenia każą mu dystansować się do własnej sytuacji życiowej.
    Amos Oz stara się nawoływać do porozumienia i dialogu, zarówno w wymiarze jednostkowym, jak i bardziej uniwersalnym (czemu daje wyraz również w innej książce pt. „Jak uleczyć fanatyka”). Czy jego nawoływania są zasadne, to zupełnie inna sprawa...
Jednak pomimo jego starań uważam, że można by na tym gruncie stworzyć historię daleko bardziej głęboką i przejmującą. Tymczasem otrzymujemy opowieści o zwyczajnym życiu – wstawaniu z łóżka, parzeniu kawy, codziennej rutynie. Być może są osoby, które to pociąga, ja (przyznaję) przeskakiwałam fragmenty dotyczące wspólnych zakupów damskiej garderoby.
    Jest jednak coś, co mnie w książce Oza urzekło (i czego szukałam). To poetyckie opisy pustyni Negev, malowane, niczym akwarelą, pejzaże Izraela, nawiązania do lokalnych obyczajów, dzięki którym poczułam, jakby czas zawrócił bieg.
Pojawiają się znajome nazwy miast (Beer Sheva, Tel Aviv), autor nawiązuje do historii państwa.
Wizja pogrążonej w mroku, pełnej pyłu, wyizolowanej z otoczenia pustyni jest w pewnym sensie odbiciem relacji pomiędzy Noą i Teo. A przy okazji – najmocniejszą, w moim odczuciu, stroną książki.
    Niewiele umniejsza to jednak stopień mojego rozczarowania.
 „Nie mów noc” dostaje u mnie  3,5/6.


    Książka została przeczytana w ramach wyzwania: "Czytamy serie wydawnicze"